Strona główna jak płakać w miejscach publicznych
Miniaturka postu 'jak płakać w miejscach publicznych' Emilii Dłużewskiej

jak płakać w miejscach publicznych

5 października 2024 | 04:37 | Opublikowano w kategoriach: Książki | Wpis przeczytasz w 2 min.

"Z pierwszą wizytą u psychiatry jest jak z rozmrażaniem lodówki, oddaniem krzeseł do tapicera albo przypomnieniem komuś o tym, że jego ulubiony reżyser jest sprawcą przemocy seksualnej: nigdy nie ma na to dobrego momentu."



⚠️: RECENZJA KSIĄŻKI ZAWIERAJĄCEJ WĄTKI O DEPRESJI, CHOROBIE AFEKTYWNEJ DWUBIEGUNOWEJ, MYŚLACH S, TERAPII I FARMAKOLOGII


Zacznę od kluczowego, moim zdaniem, cytatu, który powtarzam jak mantrę:

Jeśli zastanawiacie się, czy nie powinniście iść do psychiatry, to prawdopodobnie powinniście.

Skoro formalności mam już za sobą, to:

no właśnie, jak

Z pierwszą wizytą u psychiatry jest jak z rozmrażaniem lodówki, oddaniem krzeseł do tapicera albo przypomnieniem komuś o tym, że jego ulubiony reżyser jest sprawcą przemocy seksualnej: nigdy nie ma na to dobrego momentu.

Przed lekturą debiutu Dłużewskiej nie zastanawiałom się za bardzo jak. Ot, raz mi się zdarzyło przeryczeć cały “Początek” Zalewskiego, Podsiadły i Korteza, gdy wystąpili razem na Narodowym w 2019, ale tak poza tym? Przy świadkach?

Przy świadkach dużo czytam. Zwłaszcza w pociągach. Jakie praktyczne rady zatem zostały mi przekazane przez 3.5 godziny, gdzieś po drodze między Warszawą a Wrocławiem?

jak powiedzieć światu, że bierzecie leki

Mini–rozdziały, jedne króciutkie, inne po prostu krótkie, to migawki z życia. Chaotyczne porozrzucane fragmenty i wspominki, skok od jednego wątku albo aspektu życia z chorobą, retrospekcja do przodków autorki, a może historia kolegi, który wszystko zmyśla?

Ludziom wydaje się, że tłumaczenie, skąd się biorą dzieci, to wyzwanie – spróbujcie wytłumaczyć, po co się biorą.

I dwa kluczowe poradniki. W sumie nawet trzy, ale nie będę psuć zabawy i wplatać wszystkiego zręcznie w tytuły swoich podrozdziałów.

jak płakać w miejscu publicznym

Wciąż nie uroniłom łzy, ale teorię jak ją ronić, mam już w małym palcu. Aż szkoda, że nie było mi dane więcej poempatyzować i z Emilią, i przede wszystkim z samym sobą, toć to ledwie 214 stron w papierze.

Ale nawet te niecałe cztery godziny w pociągu z książką, dały mi naprawdę wiele przestrzeni, by docenić i to, gdzie się teraz ze swoim życiem znajduję, i to jak można delikatnie opisywać swoje przeżycia wewnętrzne.

ocena

5/5. Przytuliła mnie ta książka do serca. Ubrana w ciepły sweter, czekająca z kawą, dała przestrzeń do empatii, do wglądu w swoje doświadczenia, ale w bezpiecznym, przytulnym miejscu i czasie. Bardzo polubiłom się ze słowem pisanym autorki, czytało mi się ją bardzo lekko i przyjemnie. Świetny debiut literacki.

popierdółki


Źródła: