Strona główna Mood Machine: The Rise of Spotify and the Cost of the Perfect Playlist
Miniaturka postu

Mood Machine: The Rise of Spotify and the Cost of the Perfect Playlist

12 marca 2025 | 16:30 | Opublikowano w kategoriach: Książki | Wpis przeczytasz w 4 min.

Co się stanie, gdy dwóch speców od marketingu i SEO pożeni ze sobą reklamy i muzykę? Wszystko, co najgorsze.


Co się stanie, gdy dwóch speców od marketingu i SEO pożeni ze sobą reklamy i muzykę? Wszystko, co najgorsze.

Wypływając z The Pirate Bay (przystanek pośredni: The Pirate Bay)

Koncerny muzyczne postawiły na Szwecji krzyżyk. Piractwo było tam gigantyczną zmorą dla posiadaczy praw komercyjnych – gdy blisko 20% społeczeństwa zagląda do Pirackiej Zatoki to wiesz, że jesteś w dupie. Na szczęście kapitalis zręcznie poradził sobie z problemem, który sam stworzył, i na białym koniu wjechało dwóch facetów od reklamy i trzepania hajsu na skutecznym SEO. Postanowili zarobić raz jeszcze na reklamie.

To nie muzyka była na pierwszym miejscu Spotify. Była nim reklama, którą chciano sprzedać, a dopiero później (dużo później) doszyto do niej muzykę, która miała być nośnikiem prezentowanych nam produktów i usług. Gdy zrozumiemy co jest absolutnym fundamentem stojącym za tym gigantem streamingu, łatwiej przyjdzie nam również zrozumieć co obecnie toczy rynek fonograficzny od środka.

Gdy pomysłodawcy firmy, Daniel Ek i Martin Lorentzon, doszli już do wniosku, że stawiają na zyski poprzez muzykę, zaczęli opracowywać pierwsze prototypy swojej aplikacji, wykorzystując… spiraconą muzykę.

Gdy muzyka nie stoi na pierwszym miejscu

Dobre złego początki: to pierwsze lata operowania Spotify na rynku. Na początku był to złoty okres dla muzycznych influencerów, którzy tworzyli autorskie playlisty. O skali sukcesu świadczyła liczba składanek tworzonych przez użytkowników, już po roku było ich ponad miliard (!). Firma zwietrzyła na tym interes, który również na początku był bardzo sensowną pracą.

Spotify zatrudniło wielu kuratorów muzyki, którzy mieli nadzorować trendy w muzyce i dostosowywać do nich skład playlist. Ich rola jednakże miała zostać w kolejnych latach ograniczona, w szczególności po wejściu spółki na giełdę w 2018 roku. Sprawę postawiono jasno: zysk ponad jakość. Jeszcze większy zysk poprzez muzykę o niższych tantiamech.

Gwoździem do trumny ludzkiej kurateli był system balansujący najpopularniejsze playlisty tańszymi licencyjnie piosenkami. Na początku grzecznie proszono, później już w białych rękawiczkach wymuszano, by firma nie musiała płacić za dużo za kolejne odtworzenia popularnych piosenek na platformie.

$0.0035 za odtworzenie? Wiemy, ale nie powiemy

Wspomniałom wcześniej, że w 2018 Spotify zadebiutowało na giełdzie. Kto ma część udziałów w Spotify? Big Pharma Wytwórnie Muzyczne: Universal, Sony i Warner. Nie są to może powalające udziały, ale wystarczające, by wpływać na politykę płacową za licencje i tantiemy.

Umowy, obarczone oczywiście klauzulami poufności (NDA), stawiają bardzo wysoko w pozycji siły wytwórnie, które dyktują warunki umów i podziału kwot za odtworzenia artystom podpisującym kontrakty. Twórcy nie mają zielonego pojęcia, mając nawet wgląd w dokładne statystyki swoich piosenek, jaki czek dostaną w nadchodzącym miesiącu. O ile dostaną, bo po ostatnich zmianach trzeba osiągnąć minimalny pułap odtworzeń, po którym Spotify łaskawie dokona odpowiedniego biedaprzelewu.

Utarło się mówić (lub śpiewać1), że po przekroczonych 30 sekundach odtworzenia twórca otrzymuje około $0.0035. A ile tak naprawdę można odtrzymać za jeden stream? Podejrzewa się, że nawet Oppenheimer i sztab ludzkich liczydeł z Los Alamos nie byłby w stanie tego ogarnąć w jeden wieczór. Procent od udziału w rynku, procent wynegocjowany przez wielki konglomerat, udział w playliście czy zgoda na obniżoną gażę za promocję na popularniejszej liście, nie jest to całość czynników wpływających na finalny wynik.

Zatrute trendy muzyczne

Najgorsze pozostawiłom sobie na koniec, politykę wydawniczą playlist, że tak to ubiorę w słowa. Daniel Ek postawił przed swoją spółką ambitny cel: by jej produkt mógł być idealnym tłem do wszystkiego. Ludzcy i zautomatyzowani kuratorzy mieli stworzyć playlisty do wszystkiego: chillowego poranka, chillowej pracy, pompy na siłowni, srania2, romantycznej kolacji.

Playlista ze Spotify ma być lekiem na całe zło w Twojej głowie. Muzyka ma być tłem do wszystkiego. Muzyka ma być moodem. Najlepiej, gdy muzyka będąca Twoim moodem będzie jak najtańszym moodem. Kosmicznie, gdy Twoja mood piosenka będzie viralem na TikToku.

Piosenka miała przestać mieć głębszy sens i łapać słuchacza mocnym refrenem lub jakimś potężnym riffem gitarowym. Twoja piosenka przez Spotify musi teraz być wiralem od pierwszej sekundy filmu na przeklętej chińskiej platformie. A statystyki w panelu dla twórców dokładnie pokażą co pozwoli Ci wybić się i choć na chwilę zabłysnąć w linearnej ścianie filmów przesuwanych od niechcenia kciukiem w górę i dół. Brainrot muzyki w pełnej okazałości.

Ocena

5/5. Długie, solidne śledztwo dziennikarskie demaskujące grzechy główne Spotify. Doceniam różnorodność źródeł, wiele przeprowadzonych rozmów, ile zakulisowych informacji udało się autorce wyciągnąć na potrzeby pracy nad tematem.

“Mood Machine” tylko potwierdziło słuszność mojej decyzji o tym, by zagłosować inaczej portfelem, od początku roku korzystam z Tidala.

Popierdółki


Źródła:

Footnotes

  1. Teya & Salena - Who The Hell Is Edgar? | Austria 🇦🇹 | Official Music Video | Eurovision 2023

  2. Tak, istnieje “Playlista do srania”. Całkiem popularna.