Strona główna Reprywatyzując Polskę. Historia wielkiego przekrętu
Miniaturka postu 'Reprywatyzując Polskę. Historia wielkiego przekrętu' Beaty Siemieniako

Reprywatyzując Polskę. Historia wielkiego przekrętu

23 września 2024 | 22:00 | Opublikowano w kategoriach: Książki | Wpis przeczytasz w 5 min.

Spieszmy się kochać swoich sąsiadów, tak szybko nowy właściciel kamienicy zalewa im mieszkanie.


Spieszmy się kochać swoich sąsiadów, tak szybko nowy właściciel kamienicy zalewa im mieszkanie.

Zacznę dziś wyjątkowo od końca. To była jednocześnie bodaj najbardziej przykra i jedna z najbardziej wkurwiających mnie lektur tego roku. Dawno już nic z jednej strony mnie tak nie poruszyło, jak los tysięcy ludzi wyrzuconych ot tak na bruk, i dziesiątek tysięcy żyjących w strachu, że skończą tak samo. Również dawno, z drugiej strony, nic nie pogłębiło tkwiącego we mnie poczucia bezsilności i paraliżu.

W dalszej części, o ile nie wskazano przypisem inaczej, cytaty pochodzą z omawianej książki.

Bierut (odszedł)

Skupię się jedynie na Warszawie, pomimo, iż autorka napomknęła również o innych miastach w kryzysie reprywatyzacji.

Genesis całego ludzkiego dramatu po ‘89’ okazał się być tak zwany dekret Bieruta, który nacjonalizował grunty, ale nie budynki na nim stojące, w zniszczonej wojną Warszawie. Brzmi rozsądnie, państwo i miasto musiały w jakiś sposób powstać z gruzów i kolan, ale komuchy zamiast znacjonalizować i odbudować, znacjonalizowały, odbudowały i okradły z gruntów prawowitych właścicieli…

Święte prawo własności (nadeszło)

… a potem nadszedł rok 1989. Komunis kopnięty w zad, na jego miejsce zainstalowano liberalizm gospodarczy. Trzeba było w takim układzie rozliczyć się z działań sztywnego już od ponad trzech dekad Bieruta, i tu zaczynają się opisywane przez Siemieniako schody.

Eksmisja “na bruk”, roszczenia o zwrot gruntu, jeszcze lepiej z tym co odbudowano na tym gruncie, najlepiej bez tego co zamieszkało w tym co odbudowano, handel roszczeniami, wieczny “remont” wykurzający z domów bez ogrzewania i ciepłej wody, perpetuum mobile spirali długów po skokowym wzroście czynszu, na zwęglonych zwłokach Jolanty Brzeskiej kończąc.

Święte prawo własności stanęło wyżej niż prawo do mieszkania, powszechny dostęp do szpitali i szkół, wyżej niż bezpieczeństwo finansowe kraju.

“Reprywatyzować wszystkich, nikogo nie oszczędzać!” było naczelną doktryną nowo odrodzonej Rzeczpospolitej. Nie żartując z “nikogo nie oszczędzać”, nie oszczędzano również gruntów, na których stały obiekty użyteczności jak najbardziej publicznej.

Balcerowicz (musi odejść, najlepiej z GW)

To neoliberalna polityka państwa […] pchnęł[a] nas w tę ślepą uliczkę.

Jeden z największych zarzutów z mojej strony jest skierowany w kierunku największych szkodników tamtych czasów. “Mieszkanie towarem, a nie prawem” odczuli podwójnie pracownicy prywatyzowanych przedsiębiorstw. Ba, sam tytuł książki jest nawiązaniem do tego procesu.

“Prywatyzując Polskę” miało przedstawiać historię Polski podnoszącej się po trudzie wojen i buta bratniego Związku Radzieckiego, na przykładzie prywatyzacji zakładów przechrzczonych na fabrykę Gerbera. Zachwyt był niesamowity: patrzcie, przeszli na dobrą stronę gospodarczej mocy! Jak zawsze, zapomniano o ludziach. Najpierw stracili pracę, potem dach nad głową, gdy zakładowe mieszkania zostały przejęte.

“Kiedyś byłam ogromną patriotką. Dziś już nie stanęłabym walczyć o Warszawę, bo to już nie jest moje miasto. Państwo mnie zawiodło na wszystkich możliwych frontach.”

Ala, mieszkanka Saskiej Kępy, lokatorka zreprywatyzowanej nieruchomości

To mnie najbardziej ubodło. Jak byk w tej cholernej Konstytucji stoi, że “Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.” (art. 2.), po czym urzeczywistnienie zasady sprawiedliwości społecznej kończy się na skrzywdzeniu dziesiątek tysięcy ludzi, którzy stracili jakąkolwiek wiarę w sprawiedliwość, równość, dach nad głową.

Bo jak inaczej mają się czuć ludzie, zderzający się z taką ścianą, na jaką wpadł przewodniczący Komisji Weryfikacyjnej1?

Patryk Jaki: A gdyby z panem Marcinkowskim akt notarialny podpisała Pszczółka Maja, to też by pan to przyjął?

Jerzy Mrygoń2: Gdyby Pszczółka Maja przedłożyła dokument tożsamości i złożyła zgodne ze stanem faktycznym oświadczenie, a notariusz by to potwierdził, to tak.

Komisja Weryfikacyjna, 26 czerwca 2017

Nigdy nie pamięta się o tych najsłabszych. O tym autorka przypominała co chwilę, wbijała bezlitośnie i złośliwie szpilkę, abyśmy to my przez ani przez jedną sekundę o tym nie zapomnieli.


Swoją drogą, w mojej świadomości dopiero od niedawna Gazeta Wyborcza jawi się jako wszystko, co najgorsze w pazernym libku czcącym święte prawo wolności bardziej niż papieża, ale to nieprawda — tym ściekiem była już w 2008 roku:

Strajk [Matek w Wałbrzychu] z [kwietnia] 2008 roku różnił się od innych przede wszystkim tym, że protestowały w nim kobiety. I protestowały nie same, ale z dziećmi. Niektóre z nich w czasie protestu były w ciąży. Wylała się na to za nie fala krytyki. “Gazeta Wyborcza” napisała wtedy:

Bez względu na to, kto w tym konflikcie ma rację i kto jest na słabszej pozycji, nie wolno mu wykorzystywać dzieci jako elementu szantażu i przetargu. A większość z nich to jeszcze bezbronne maluchy, które nie rozumieją, co się dziej. Od południa musiały słuchać agresywnych i wulgarnych okrzyków związkowców i patrzeć na rozhisteryzowany tłum. Potem kilka godzin, bez jedzenia, cierpliwie czekały, aż skończą się negocjacje. Takiego traktowania dzieci nic nie usprawiedliwia3.

Dziennikarka “Gazety Wyborczej” nie wspomniała o tym, że matki wyszły z dziećmi nie dlatego, by zrobić na władzach i kamerach większe wrażenie, ale po prostu dlatego, że nie miały ich z kim i gdzie zostawić.

Miejsce dla lokatorów i autorki

Beata Siemieniako działa oddolnie w Komitecie Obrony Praw Lokatorów. Na wirtualnych kartach książki udało się zawrzeć ten zapach działalności, okraszony potem i łzami tych, dla których poświęcała swój czas i zasoby — lokatorów sprywatyzowanych kamienic. To o nich są te wszystkie historie: Marta, której prywatne rzeczy nowy właściciel budynku wyrzucał przez okno wprost na śnieg, dwie Ale biegające, pomimo swoich długich lat na karku, na zebrania Komitetu, prezesi i medialne twarze tych komitetów… Długo by wymieniać, ale pokrótce trzeba, bo tak każe obyczaj.

To też kolejna rzecz w kategorii “od dawna”. Od dawna nikt tak nie pisał z troską i empatią o najsłabszych.

Ocena

5/5. A ja pierdolę, kurwa, w tym kraju cokolwiek. Tylko materiał na non–fiction w “Czarnym” albo “Krytyce Politycznej” (dziś to drugie) sam się tworzy, potem przychodzi taki Filip Springer albo Beata Siemieniako i mamy praktycznie samograja. Praktycznie, bo nawet najlepsze instrumenty i ich właściciele nie zagrają dobrze bez kogoś, kto poprowadzi ich bezbłędnie. Siemieniako była bezbłędna.

Popierdółki


Źródła:

Footnotes

  1. Status i podstawa prawna Komisji: https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/status-i-podstawa-prawna-komisji

  2. Były zastępca Biura Gospodarki Nieruchomościami m. st. Warszawa

  3. Wałbrzych: koniec głodowego protestu kobiet, 24.04.2008, wrocławskie wydanie internetowe Gazety Wyborczej, link dostępny w ebooku wygasł [sprawdzono 23.09.2024]