Strona główna Książę Harry — "Ten drugi" raz tego nie przeczytam
Miniaturka postu

Książę Harry — "Ten drugi" raz tego nie przeczytam

17 marca 2023 | 16:45 | Opublikowano w kategoriach: Książki | Wpis przeczytasz w 3 min.

Kurz po światowej premierze zdawał się już opaść, gdy rozpoczęłom lekturę polskiego wydania "Spare". Starałom się w międzyczasie unikać spoilerów, a jedyną przystawką przed zjedzeniem książki było obejrzenie "Harry & Meghan" na Netflixie. Przystawka okazała się smaczniejsza.


Kurz po światowej premierze zdawał się już opaść, gdy rozpoczęłom lekturę polskiego wydania “Spare”. Starałom się w międzyczasie unikać spoilerów, a jedyną przystawką przed zjedzeniem książki było obejrzenie “Harry & Meghan” na Netflixie. Przystawka okazała się smaczniejsza.

Tak, wsiadłom z własnej, nieprzymuszonej woli, do tej hype ciuchci, by jakoś po 1/3 książki zorientować się, że to poziom Tanich Twoich Linii Kolejowych.

Nie miałom na samym początku jasno sprecyzowanych oczekiwań, co chcę wynieść dla siebie z tej lektury i czego mogę się w środku spodziewać. Ogółem i bez większych spoilerów — z pozytywnej strony Harry zaskoczył mnie, jak kompleksowo podszedł do przedstawienia kolejnych etapów swojego życia, od dzieciństwa, wczesnej utraty matki, dorosłości i armii.

Na tym pozytywna strona zamienia się w obusieczną broń. To, ile uwagi otrzymało przeszłe życia księcia, sprawia, że czuję niedosyt do ostatniej, mocno skondensowanej części tej autobiografii (?), która dotyczy ostatnich lat jako “Royals” i ucieczki z Wielkiej Brytanii.

Dziwna dynamika osi czasu

Moim zdaniem udałoby się znaleźć więcej miejsca dla najnowszych wydarzeń, gdyby nie rozwlekanie w nieskończoność opisów zdarzeń, które nie wnosiły niczego do dalszej fabuły. Czy potrzebowałom wiedzieć, jak nazywają się wszystkie corgi królowej Elżbiety, jakie dogłębne przemyślenia na temat odmrożenia członka może mieć mężczyzna, albo jak bardzo można nienawidzić prasy, przeznaczając kilka podrozdziałów na barwne opisy paparazzich lub rynsztokowych mediaworkerów? Nie, just spill the T, dude.

To była długa i monotonna przeprawa. Wersja papierowa to pół cegły (nieco ponad 500 stron), a po przeczytaniu całości miałom wrażenie, jakby to była przeprawa przez co najmniej tysiąc. W pewnym momencie, w połączeniu z wahaniami nastrojów dzięki pięknej, polskiej wiośnie, zarzuciłom “Tego drugiego” na tydzień, by odpocząć i zregenerować się mentalnie na pozostałą jej część.

Haroldzie, stać cię na więcej

Rozczarowanie, to najniższy wymiar kary przy pisaniu podsumowania na jedno słowo. Jeżeli cała otoczka dookoła “Tego drugiego” brzmiała “samo gęste”, “Royalsi go nienawidzą [PRZECZYTAJ DLACZEGO]” itp. i Tede., to ja składam reklamację, dostałom rozwodniony substytut sensacji. Pomijając sam szum dookoła premiery, tego, co miało się znaleźć w środku, po prostu samo się zawiodłom, dając Harry’emu kredyt zaufania wyższy, niż mu się należał.

Ocena

2/5. Meh, ziew i inne zjawiska monotonne. Jedyny plus, to poznanie perspektywy na całe życie Harry’ego jego oczami, w innym wypadku lepiej sięgnąć po najnowszą herbatkę do Netflixa. Największy plus? Scenarzyści “The Crown” mają już zdecydowanie za dużo treści na szósty sezon, za kilkanaście funtów to jak za darmo, a to dla nich uczciwa cena.

Jeżeli świadomie ostatnie kilka lat życia zostały napisane w pigułce, to sekcja “Przeczytaj również…” na samym końcu książki byłaby mocno pożądana.

Popierdółki


Źródła: